poniedziałek, 20 grudnia 2010

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Rediagnoza i inne sprawy

W ostatnim wpisie wspominałem o rediagnozie w Prodeste i naszych obawach co do niezbyt ciekawych jej wyników. Okazuje się jednak, że nie jest źle. W dużej mierze to zasługa ponownego testu, w którym przeciwnie do pierwszego, Adaś zaprezentował się z jak najlepszej strony.
Nie jest źle, nie oznacza, ze jest rewelacyjnie, ale ogólnie można stwierdzić, że poprawa w funkcjonowaniu Adasia po roku terapii, jest ogromna.
Wlasciwie to juz nie jest to samo dziecko, co przed rokiem. Swietny kontakt wzrokowy, radosne i pelne zycia spojrzenie, brak obojetnosci na znajome osoby, chec do pracy i zabawy z terapeuta (rzadkie przejawy sprzeciwu, dodatkowo manifestowane uderzaniem glowa), mnostwo pojedyczych slow (choc wiekszosc znieksztalconych), pierwsze dwuwyrazowe zdania, wypelnianie polecen podczas cwiczen, szybkie opanowywanie kolejnych programow edukacyjnych, umiejetnosc czytania liter i liczenia (to wymaga jeszcze poprawy), udane proby wycinania... Pewnie, ze chcielibysmy wiecej, ale i tak uwazamy, ze Adas osiagnal wiele.
Oczywiscie jest jeszcze sporo problemow do rozwiazania.
Ciagle Adas jest bierny w inicjowaniu wspolnych zabaw, nie zadaje w ogole pytan, jego mowa chociaz sie rozwija, w niewielkim stopniu sluzy dzieleniu sie wrazeniami i wyrazaniu swoich potrzeb (tutaj jest nieco lepiej, jak bardzo na czyms Adasiowi zalezy potrafi to wyartykulowac).
Wlasnie ta zaburzona komunikacja powoduje, ze Adas, ktory wkrotce konczy 5 lat, w wielu zachowaniach przypomina dziecko 2,5-3-letnie.
Podsumowujac, czeka nas duzo pracy, ale uwazamy, ze kierunek jset wlasciwy :)

Z innych spraw nie sposob nie wspomniec o przedszkolu. Adas bardzo dobrze zaaklimatyzowal sie w swojej grupie Autikow, przepraszam Słoneczek. W ogromnej mierze to zasluga pań przedszkolanek. Tak wiele serca, usmiechu i cierpliwości ile wkladaja w zajecia z nielatwymi przeciez podopiecznymi, jest godne wielkiego uznania. Jestesmy paniom: Adzie, Agnieszce i Małgosi bardzo wdzieczni.
Ale wracajac do Adasiowego funkcjonowania w przedszkolu, mamy wrazenie, ze "aklimatyzacja" przebiega czasem az za dobrze i nie zawsze jest pozytywnie odbierana przez kolegow. Na przyklad, to ze Adas czuje sie w przedszkolu jak "u siebie" i zaczepia (czytaj szczypie lub drapie w ramach zabawy) kolegow, bywa odbierane przez nich bardzo negatywnie. Raz, ze nikt nie lubi byc szczypany, a dwa, ze chlopcy Auti, unikaja kontaktu z dziecmi. Pytanie wiec czy takie zachowania Adasia nalezy interpretowac pozytywnie, ze wzgledu na nietypowe dla autysty dostrzeganie innych dzieci? Jeżeli tak, to oczywiscie taka forma kontaktu jest niedopuszczalna, ale moze od czegos trzeba zaczac. Idac dalej tym tokiem rozumowania, moze nalezy rozwazyc wprowadzenie Adasia do typowej grupy integracyjnej, gdzie dobrych wzorcow moglby nauczyc sie od zdrowych dzieci. Nie wiemy czy Adas jest juz na to gotowy, zreszta taka zmiana jest uzalezniona od zgody dyrekcji przedszkola, niemniej dzialania w tym kierunku podejmiemy.

środa, 24 listopada 2010

I znów ku lepszemu!

Tak... Była dolinka i to całkiem głęboka. Ale już jest nieźle. Dwadzieścia parę dni minęło od ostatniego posta i co ważniejsze, te dwadziescia parę dni to czas pozytywnych zmian w rozwoju Adasia. A więc po kolei:
- siusiu do kibelka - niemal pełny sukces, Adaś opanował tę sztukę prawie perfekcyjnie. "Prawie robi róznicę", więc trzeba mu tylko przypominać, bo sam nie zawraca sobie głowy takimi drobiazgami. Przegapienie momentu z naszej strony, jeszcze czasami kończy praniem spodni, majtek i skarpetek. Druga czynność higieniczna jest nietety bardziej wymagająca. Jeszcze trochę pracy przed nami. juz widoczne efekty.
- nowe wyrazy i liczenie. Adaś nieźle opanował liczenie, np. na palcach do dziesięciu, a cyferki są trochę jego obsesją. Staje np. pod zegarem i liczy na głos. Wyrazy są nieco zniekształcone, ale wiadomo o co chodzi. Trochę problemu sprawia mu jeszcze przyporzadkowanie cyfr do ilości przedmiotów, ale ciagle trenujemy. Pojawiło się sporo nowych słów. m. in. wyuczonych z laptopa-zabawki. Adaś nauczył się na pamięć całych układów wyrazów, przyporzadkowanym kolejnym literom na klawiaturze jego komputerka. Może stąd jeszcze tylko parę kroków do regularnego czytania?
Zdrowotnie tez przodu. Pisałem o naszych obawach związanych z niskim wzrostem i wagą Adasia. Wykonaliśmy stosowne badania krwi i moczu, zaliczyliśmy wizytę u endokrynologa i usg tarczycy i wyglada, ze w zadnych chorobowych przyczyn drobnej budowy Adasiowego ciala. Jest niewielki, ale proprocjonalnie zbudowany. Niemniej fizyczny rozwój będziemy monitorować okresowymi badaniami.

Z innych zagadnień Adasiowej terapii, to mamy za sobą pierwszą rediagnozę w PRODESTE, tzn. wyniki odbieramy za tydzień Nie spodziewamy się zbyt wiele, bo samo spotkanie Adasia z terapeutami wypadło niezbyt korzystnie. Adaś w trakcie zajęć był słabo zainteresowany demonstracją swoich umiejętności, sprawiał wrażenie zmęczonego i znudzonego. Bardziej był zainteresowany zabawą i wygłupami, a zwłaszcza popisywaniem się przed chyba ulubioną terapeutką Eweliną :) Niestety wygłupy wygłupami, a rediagnoza pewnie nie będzie zachęcająca. Na szczęście terapeutka Adasia, Monika, jest nieoceniona - zaproponowała powtórkę części zajęć do rediagnozy, aby bardziej miarodajnie ocenić postępy "wychowanka".
Wspomiałem tez o hipoterapii. Okazalo sie, ze jest mozliwosc udzialu w zajęciach w części finansowanych przez fundację. I całkiem fajnie to wychodzi, bo Adaś czuje się w roli dzokeja bardzo swobodnie. Zajęcia sa prowadzone bardzo profesjonalnie i sprawiają Adasiowi duzo radosci. Problem tylko z pogodą. Terapia odbywa się bna zadaszonbym padoku, niemniej temperatura jest identyczna z tą na zewnątrz. Jazda konno przy kilkustopniowym mrozie jest mało przyjemna.

środa, 3 listopada 2010

I znów dolina...

Mialem nadzieje, ze po uplywie ponad miesiaca od ostatniego posta, napisze cos pozytywnego o Adasiowym rozwoju. Niestety, rzeczywistosc jest inna.
Wracaja Adasiowe zlosci, za wszelka cene forsowanie wlasnych potrzeb i checi, a w razie braku akceptacji, uderzanie glowa, rozrzucanie i niszczenie zabawek. Obled!
Takiego stanu rzeczy doszukujemy sie w intensywnej nauce sikania do kibelka. W domu i w przedszkolu Adas nie nosi juz pieluchy, wiec co jakis czas jest prowadzony do lazienki. Tam owszem zdejmuje spodnie, majtki, ale niestety na tym koniec. Uparcie wstrzymuje, to co powinno trafic bezposrednio do ubikacji, po to aby za chwile zsikac sie w majtki. W efekcie kilkurazowe prania belizny i spodni staly sie standardem. Wkurza nas, że to co Adas kiedys opanowal i incydentalnie udalo sie zrobic siku do kibla, dzis jako stan permanentny nie ma racji bytu. Po kilku nieudanych próbach dziennie i my stajemy sie nerwowi, co jeszcze bardziej nakreca zlosc Adasia. Wiem, powinnismy miec nerwy ze stali i zachowac spokoj. Ale czasem sie po prostu nie da!
Mialem napisac cos o nowych umiejetnosciach Adasia, bo takie sie ujawniaja. O hipoterapii, bo jezdzi na konikach od kilku tygodni... Ale nie ma teraz klimatu moze, za kilka, kilkanascie dni bedzie lepiej, bedzie latwiej.

wtorek, 28 września 2010

Przedszkole - poczatki

Wrzesień dobiega konca, czas na krotkie podsumowanie prawie miesiecznego pobytu Adasia w przedszkolu.
Coz, na poczatek troche negatywnych obserwacji. Mamy wrazenie, ze nowa sytuacja wprowadzajac nowy porzadek w zyciu Adasia, spowodowala pewien regres w jego funkcjonowaniu. Wlasciwie to trudno nawet przyczepic sie do jakiejs konkretnej umiejetnosci lub zachowania Adasia, które ulegly pogorszeniu. Ogolnie Adas sprawia wrazenie jakby mniej rozumial (lub raczej zwracal uwage na to) co do niego mowimy, wiecej pokrzykuje, duzo skacze, biega w kolko, drapie i szczypie w ramach zabawy. Tych zachowan przed miesiacem bylo znaczenie mniej.
Na nowa przedszkolna rzeczywistosc nalozyla sie jeszcze 2-tygodniowa przerwa w terapii SI, co spotegowalo negatywny efekt.
Jasne jest dla nas, ze niemal kazde dziecko ma problemy z akceptacja nowego porzadku zwiazanego z pojsciem do przedszkola, czy szkoly, tylko znowu okazuje sie, ze reakcje Auti sa bardziej intensywne.
Na szczescie idzie ku lepszemu. Adas ogolnie jest bardzo radosny i ataki zlosci polaczone z uderzaniem glowa sa coraz rzadsze. Sporo pojedynczych slow stara sie wypowiadac w mozliwie wlasciwej formie, nawet odmienia przez przypadki :) Coraz czesciej sam je lyzka i widelcem, zwlaszcza gdy jest glodny i dostaje ulubione dania. Bardzo ladnie nawiazuje kontakt wzrokowy, praktycznie zwraca sie do rozmowcy, kiedy czegos potrzebuje, chociaz jest tez bardzo samodzielny i to co potrafi sam zrobic to zwykle robi.
Cwiczenia edukacyjne robi dosc sprawnie, tyle, ze potwornie sie przy nich nudzi. Nie buntuje sie jak to bywalo kiedys, tylko czasem "odwala" robote byle jak, nurkuje pod stol, dostaje napadow smiechu lub poklada sie po terapautach. Mysle, ze to wplyw zmeczenia po przedszkolu, ale przede wszystkim same cwiczenia sa malo porywajace.
Kazdy z nas bywalo, nudzil sie masywnie w szkole, tylko nie dalo sie polozyc pod stolem lub pokladac na nauczycielu :)

W samym przedszkolu Adas daje sobie rade. Za wczesnie jeszcze na jakies generalne wnioski, ale wychowawczynie podkreslaja jego dobry nastroj i samodzielnosc. Gorzej tylko wyglada sprawa jedzenia, bo wiekszosc serwowanych dan nie znajduje uznania u Adasia. Chociaz zdarzaja sie sytuacje kiedy Adas sprobuje czegos nowego. My z kolei jestesmy bardzo zadowoleni z opieki i poziomu wiedzy oraz podejscia do dzieci pan przedszkolanek. W duzej mierze to ich zasluga, ze Adas rano wstaje i chetnie idzie do przedszkola. A wieczorem pytany gdzie jutro sie wybiera, potwierdza, że do przedszkola wlasnie!

Z innych problemow, niepokoi nas, naszym zdaniem slaby przyrost wagi Adasia i stosunkowo niski wzrost. Adas jest w ogole drobnej budowy ciala, niemniej czeka nas wizyta u kolejnego lekarza i kolejne badania.
Byc moze gorsze wchlanianie pokarmow polaczone z ogromna ruchliwoscia Adasia jest przyczyna opisanego problemu. Moga tez byc inne powody np. pasozyty. Badania sa w kazdym razie niezbedne.



piątek, 10 września 2010

Koniec wakacji

Wakacje się skonczyly, a wraz ich koncem rozpoczal sie nowy rozdzial w zyciu Adasia. Mianowicie PRZEDSZKOLE.
O 8 rano 1 wrzesnia, zameldowalismy sie w przedszkolu integracyjnym, w malej, ledwie czterosobowej grupie Autikow. Przyznam, ze znow mielismy pewne watpliwosci, czy Adas powinien chodzic razem z dziecmi o podobnych zaburzeniach, czy lepiej, aby trafil do typowej grupy integracyjnej wraz z dziecmi rozwijajacymi sie "prawidlowo". Kazde rozwiazanie, jak to zwykle bywa, mialo swoje zle i dobre strony.
Grupa Autikow gwarantuje znacznie lepsza opieke, dodatkowe zajecia rehabilitacyjne, poza tym "wrzucenie" Adasia do dużej grupy dzieci mogloby stac sie dla niego zbyt trudnym doswiadczeniem. Z drugiej jednak strony dla Adasia korzystne byloby, aby czerpal z dobrych wzorców jakimi sa dzieci zdrowe.
Aby rozwiazac ten dylemat, wybralismy wyjscie kompromisowe. Na razie Adas bedzie w grupie Autikow, a jezeli zaaklimatyzuje sie w przedszkolu i dalej bedzie widoczny progres jego w zachowaniu i ogolnym funkcjonowaniu, przeniesiemy go do grupy integracyjnej.
Co do samego pobytu Adasia w przedszkolu, pierwsze dni przebiegaja nadspodziewanie dobrze. Rzucony od razu na "glebokie wody" tj. 7 godzin pobytu ze sniadankiem i obiadkiem, Adas daje rade. Do przedszkola idzie chetnie (sa pewne problemy z wyciagnieciem spiocha z lozka), nie robi scen rozpaczy gdy w przedszkolu zostaje, powoli powieksza mu sie tolerancja na dania w przedszkolu serwowane. O kontaktach z kolegami z grupy, trudno mówić w kategoriach kontaktów wlasnie. Wlasciwie kazdy z nich bawi sie indywidualnie. Ciekawe, ze najwiecej niepokoju wzbudzaja w pozostalej trojce wrzaski czwartego. Chlopcy wygladaja wrecz na bardzo zdziwionych, ze ktos moze zachowywac sie w ten sposob, podczas gdy kazdy z nich wlasnie tak sie zachowuje.
Z koncem sezonu urlopowego powrocily rowniez zajecia rehabilitacyjne w PRODESTE, u p. Miry z SI i wczesnego wspomagania rozwoju. Pomimo przerwy wakacyjenej, terapeutki byly zaskoczone dobra forma Adasia, checia do zajec i duzymi jak na niego umiejetnosciami. Nie chce przesadzac i wychwalac Adasia, bo jeszcze duzo brakuje mu do rowiesnikow, ale ciagly rozwoj jest widoczny. Prawda, Adas ciagle slabo mowi, pojedyncze wyrazy wychodza coraz lepiej, jest ich bardzo wiele, natomiast o budowaniu zdan mozemy na razie zapomniec. Z kibelkiem, tez jest marnie. Niestety czasu na trening tej ostatniej czynnosci mamy malo, bo w przedszkolu z oczywistych wzgledow Adas ma pieluche.
Z leczenia Adasia wycofalismy homeopatie w wykonaniu p. Bross-Walderdorff. Nie podwazam kwalifikacji pani doktor, uwazam tylko, ze Adasiowi kuracja przez nia zaaplikowana nie pomogla. Do tego okazuje sie, ze bez lekow homeopatycznych, ktore mialy uspakajac, a przynosily efekt przeciwny, Adas zachowuje sie znacznie lepiej. Mniej jest napadow zlosci, bardzo niewiele uderzania glowa, Adas jest bardzo radosny, dobrze spi. Wyglada na to, ze tak prowadzone leczenie homeopatyczne bylo w przypadku Adasia przyslowiowym "kwiatkiem do kozucha". I to calkiem drogim kwiatkiem...
Z homeopatii nie zrezygnowalismy calkowicie. Adas pod kierunkiem innego lekarza, przyjmuje leki majace odbudowac jego flore bakteryjna i wyeliminowac potencjalna candide. Candidy co prawda w badaniach u Adasia nie stwierdzono, tyle, ze czesto wyniki badań candidy nie wykazuja (zwlaszcza badania kalu).
Do tego w ramach ciaglego wyciszenia Adasia, u tego samego lekarza, prowadzona jest "laseropunktura"(moje okreslenie) tzn. oddzialywanie laserem na poszczegolne punkty ukladu nerwowego, na podobnej zasadzie jak ma to miejsce przy akupunkturze.
Jaki bedzie efekt nowej kuracji, zobaczymy.
Tymczasem fotka z 1 wrzesnia - Adas z plecaczkiem napiera do przedszkola :)

czwartek, 12 sierpnia 2010

Rozterki homeopatyczne

Dlaczego rozterki? A to dlatego, ze mamy watpliwosci czy dalej homeopatie stosowac. Naszym zdaniem leczenie kosztuje zbyt duzo, a efekty sa raczej slabe.
Ale po kolei.
Homeopatyczne leczenie Adasia rozpoczelismy w listopadzie ubieglego roku. Glownym zalozeniem leczenia bylo wyciszanie Adasia, zlagodzenie gwaltownych reakcji, uderzania glowa oraz wspomaganie jego rozowoju.
Od poczatku leczenia Adas przyjal cztery rodzaje lekow w 5-6 dawkach. Podane leki byly standardami, ktore prowadzaca Adasia pani dr Bross-Walderdorff aplikuje dzieciom o podobnych zaburzeniach - mozna o tym poczytac na forum: http://dzieci.fibertech.serwery.pl/forum/naturalne-metody-leczenia/homeopatia-klasyczna-dr-bross-walderdorff/1530/

Czeste zmiany leków podczas kuracji Adasia wiazaly sie z poszukiwaniem tego jedynego, ktory zadziala. I niestety, wydaje nam sie, ze to sie nie udalo.
Faktem jest, ze Adas od poczatku leczenia zanotowal duzy progres. Tylko to raczej efekt prowadzonych terapii: logopedycznej, edukacyjno-funkcjonalnej i integracji sensorycznej.
Przy kolejnych dawkach lekow homeopatycznych schemat byl ten sam: po przyjeciu leku Adasiowi zwykle sie pogarszalo (intensywne napady zlosci z byle powodu), a po kilku tygodniach jego stan wracal do normy czyli tego co bylo przed dawkowaniem.
Owszem, funkcjonalnie Adas za kazdym razem notowal progres, przy kolejnych wizytach u dr Bros-Walderdorff mielismy sie czym pochwalic... natomiast o jego wyciszeniu jak dotad mozemy zapomniec.
Uwazamy wiec, ze homeopatia cos slabo dziala na naszego synka, a leczenie polegajace na losowym trafieniu z wlasciwym lekiem przy cenie za wizyte 170 zl (wizyta srednio co 6 tygodni + dawka 6 granulek leku), nie przynosi oczekiwanych rezultatow.

Na wspomnianym wyzej forum mozna znalezc wiele pozytywnych opinii rodzicow, jak leczenie homeopatyczne pomaga w rozwoju ich dzieci. Znamienne jest jednak, ze o najlepszych efektach pisza osoby, ktore wlozyly ogromna prace w kompleksowa terapie i leczenie dzieci. Pewnie to oczywiste, jednak mam wrazenie, ze niektorzy piszacy na forum pokladaja zbyt wielkie nadzieje w lekach homeopatycznych.
Moze warto wiec rozwazyc, czy nie lepiej te 170 zl (prawie)miesiecznie, przeznaczyc na dodatkowe suplementy, inne metody leczenia czy terapie dziecka?

W tym miejscu, wlasnie tak pod rozwage, pozwole sobie zacytowac znaleziona w sieci wypowiedz jednej z mam - uwazam, ze to kwintesencja zagadnienia autyzm a leczenie homeopatyczne:

"... nieprawda, nigdy nie napisałam, że dr Bross wyleczyła mojego syna z autyzmu. Leczenie u Pani dr było ostatnim ogniwem, którego mój syn potrzebował do wyleczenia w pełni.
Pisałam, że gdybym leczyła u niej dziecko od conajmniej trzech lat, mój syn nie miałby diagnozy autyzm (tego jestem pewna na 99,9%).
To byłoby nieładnie z mojej strony ogłaszać publicznie, że dzięki podaniu trzech leków homeopatycznych ktoś kogoś wyleczył z autyzmu.
Pewnie byłby to cud. A ja w cuda nie wierzę.
Droga, jaka przeszliśmy była (tak jak i każdego z Was) długa i żmudna.
Szukanie nowych metod, kompetentnych lekarzy etc.
To, jakie dzisiaj mamy dziecko (mam na mysli fakt, że jest zdrowy - nie stosujemy diety, żadnych suplementów, masaży ani tym podobnych) zawdzięczamy wielu metodom.
Napisze zwieźle, co moim zdaniem najbardziej pomogło:
1) dieta bm, bg oraz niskoszczawianowa (od 24 m-ca życia), bezcukrowa (od 36 m-ca życia)
2) tran w ilości duzych ilościach (od 20 m-ca życia)
3) podawane w dużych ilościach probiotyki i prebiotyki (od 20 m-ca życia)
4) leczenie kandidozy (nystatyna+Sanum, kulki Boirona, ksylitol, citrosept)
5) odrobaczanie co 3-ce lekami allopatycznymi (zentel, pyrantelum, vermox) oraz Parprotexem, kropelkami homeopatycznym np Tanacet Heel, R56 (od 24-tego m-ca życia)
6) kapiele w skrzypie polnym, soli bocheńskiej, soli gorzkiej
7)leczenie u dr Sun Jin Ming ( udało sie naprawić nam nerki, wątrobę i wzocnić ukd. odpornościowy) - zaczęlismy odchodzić od diety, kreonu, Sanum, suplementów (cynk, Mg, wit. z gr B, wapń), utrzymalismy tylko probiotyki
8) ostatni etap leczenia: odtrucie u dr Bross z pozostałości po szczepionkach oraz wzmocnienie konstytucji
Tak w dużym skrócie wyglądała nasza droga do wyleczenia.
Nie piszę o terapiach, na kt. uczeszczał syn - bo były one tylko dodatkiem - my mieliśmy poprostu bardzo chore dziecko, które trzeba było wyleczyć i wszytstkie problemy sie rozwiazały..."

Zrodlo: http://www.8ii8.bho.pl/forum/viewtopic.php?p=152#152&sid=6d773cc89b41b60b3ca914b01e42b37e

czwartek, 5 sierpnia 2010

Wczasy

Wyjazd nad morze w pelni sezonu, oprocz standardowego pakietu lepszej lub gorszej pogody, wiekszej lub mniejszej dawki wypoczynku oraz niezmiennie wysokich kosztów, to czas proby dla rodziców malego Auti, a przede wszystkim spory wstrzas dla niego samego.
I tak wlasnie bylo w naszym przypadku. Nie zebym narzekal, niemniej wczasy z Adasiem to niezla mieszanka radosci i zabawy, ale też frustracji i niepotrzebnych nerwów.
Adas chcial w pelni wykorzystac wszyskie atrakcje jakie oferuje pobyt nad morzem. Nie ma w tym pewnie nic specjalnego, kazde dziecko tak postepuje, tylko, ze Adas nie uznaje ograniczen. Trudno mu zrozumiec, ze przejazdzki karuzela nie moga trwac w nieskonczonosc, ze bieg brzegiem morza (na pewno cudownie wkrecajacy) nie moze przypominac nie konczacej sie ucieczki, ze zabawki innych dzieci nie sa jego wlasnoscia, a grajdoly sasiadow miejscem odpoczynku.
My z kolei rozumielismy Adasia doskonale. Przyjazd w nowe miejsce, pelne ludzi, rozmaitych urzadzen do hustania czy krecenia, straganow z zabawkami spowodowal, ze Adas prawie "odjechal" ze szczescia. W tym ujeciu tlumaczenie Adasiowi, co wolno a co nie, przynosilo niewielki skutek, a jego reakcje na nasze zakazy byly wrecz histeryczne.
Ktos moze powiedziec, ze sami sobie jestesmy winni przyjezdzajac z Auti w takie miejsce. Racja, ale uwazamy, ze nie mozna izolowac Adasia od swiata. Trzeba mu tylko podac ten swiat w odpowiednich proporcjach. I tak tez po poczatkowym szalenstwie, zrobilismy.
Po pierwsze zmiana plazy. Z ulga rowniez dla nas samych, opuscilismy zatloczona plaze w poblizu osrodka, na rzecz pieknego, dzikiego, niemal bezludnego zakatka. Fakt, trzeba bylo dojechac samochodem i przejsc spory kawalek od parkingu. Ale warto bylo. Adas uspokoil sie, biegal w plytkiej wodzie, kopal w piasku, plywal pontonem. My tez odczulismy duzy komfort. Cieszylismy sie widokiem morza niezaslonietym przez "wieloryby" w ludzkiej skorze, brakiem ganiacych spojrzen sasiednich parawanow, cisza i totalnym spokojem.
Kolejnym krokiem bylo ustalenie takich tras spacerowych, aby jak najmniej atrakcji w postaci wszelkiej masci bujanych aut, motorow, lokomotyw itd. znajdowalo sie na naszej drodze.
Jednak hitem w lagodzeniu stresu Adasia okazal sie basen. W osrodku znajdowal sie caly kompleks basenow krytych i umieszczonych na wolnym powietrzu. Adasiowi szczegolnie podpasowaly baseny kryte, a to ze wzgaledu na temperature wody. Najpierw plytki basen dla dzieci, wystylizowany na tropikalna dzungle, wyposazony w zjezdzalnie, fontanny i plywajaca atrape krokodyla. Nastepnie zjazdy w rurze w towarzystwie taty. A na koniec plywanie z kóleczkiem w duzym basenie. Radosc Adasia z takiej formy rozrywki byla ogromna. Co prawda moment zakonczenia zabawy bywal bardzo dramatyczny (potok lez i wrzask), ale w efekcie koncowym Adas byl spokojniejszy i nabieral wiekszego apetytu.
Aby relacja z wczasow nie przypominala jedynie opisu poskramiania malego zlosnika, napisze o tym co pozytywnego obserwowalismy w Adasiowym funkcjonowaniu.
Umocnila sie chec kontaktu z dziecmi i proby ich nasladowania w trakcie zabawy. Co ciekawe Adas bardzo respektuje potrzeby innych dzieci i sama ich obecnosc. Zwalnia miejsce na hustawce, czeka w kolejce na zjezdzalnie, jest bardzo delikatny w stosunku do mniejszych dzieci (a zwlaszcza do dziewczynek ;), które zwykle chce prowadzac za raczke), nie pcha sie "na chama" tam gdzie w ramach zabawy sprytniejsze dzieci nie chca go wpuscic. Wykazuje tutaj duza cierpliwosc i tolerancje, ktore tylko w niewielkim stopniu wystepuja w kontaktach z nami (wiem, wiem rozpuscilimy dzieciaka). Takie podejscie Adasia do dzieci to dobra prognoza przed jego pójsciem do przedszkola. A to juz za niecaly miesiac.
Rozbudowal sie tez Adasiowy zasob slow. Chetnie powtarza nowe slowa, niestety nadal nie jest w stanie budowac zdan.
Z waznych osiagniec nalezy wymienic zalatwianie sie do kibelka. na razie tylko potrzba mniejsza, ale zawsze to cos. Adas jeszcze nie wola, ze chce siku, trzeba mu co jakis czas o tym przypominac i asystowac przy kibelku, niemniej jakis progresik jest.







czwartek, 8 lipca 2010

Trudna akceptacja

Zachowania Adasia obnazają często nasze slabosci. Mam tu na mysli akceptacje i zachowanie spokoju w obliczu Adasiowych "zabaw". Pisalem ostatnio jak Adas dostarcza sobie rozrywek, a te czesto obsesyjnie powtarzane zajecia skutecznie wytracaja nas z rownowagi (szczegolnie tate, niestety...). Problem narasta, zwlaszcza, ze przedmioty, ktorymi zabawa sprawia Adasiowi ogromna frajde, ulegaja zniszczeniu. Ile mozna tolerowac takie zachowania? Wkurzam sie wiec czesto ogromnie! Ale wiem, ze tak nie wolno! Ze Adas nie niszczy nic z premedytacja. On nie widzi nic zlego w stukrotnym zamykaniu i otwieraniu drzwi od szafy, wylewaniu wody, wspinaniu na schody i meble, rozrzucaniu monet itp. I my musimy to zrozumieć, zaakceptować! Nie w sensie pozwalania na wszystko, ale wlasnie madrej akceptacji. Wiec czasem lepiej pozwolic na pewna dawke Adasiowej zabawy, a zamiast kategorycznie zabraniac probowac tlumaczyc, ze postepuje niewlasciwie i zainteresowac inna zabawa. A to wymaga sporego wysilku.
Od osób "z zewnątrz" niewiele oczekujemy. Adasiowe obsesje to nasz problem nie ich. Po prostu tam gdzie akceptacji dla Adasia nie spotykamy, z Adasiem sie nie wybieramy. Natomiast wymagania dla nas samych postawione sa wysoko i musimy im sprostać. Tej akceptacji oraz pelnego zrozumienia Adasiowych zaburzeń również oczekujemy od naszych najbliższych. Oczywiste, ktos powie. Niemniej roznie z tym bywa...

PS: Bylem z Adasiem u fryzjera. Z uplywem czasu fryzura a la "britpop" zmienila sie w "grunge", co w konfrontacji z letnim upalem stalo sie uciazliwe. Adas i pani fryzjerka dzielnie zniesli "ciach, ciach". Bylo troche wrzasku (Adas) i stresu (fryzjerka), ale efekt jest calkiem, calkiem. Krotkie wloski + bermudy w rekinki = idealny plazowicz :)

czwartek, 1 lipca 2010

Świat auti raz jeszcze

Obserwujac Adasia ciagle zastanawiam sie jak postrzega otaczajacy go swiat i gdzie w tym swiecie lokuje siebie?
Mam wrazenie, o czym juz pare razy pisalem, ze pomimo, iz przyjmuje bodźce i doswiadczenia ze swiata plynace, nie do konca ma poczucie swego w tym swiecie istnienia.
Przykladow jest mnostwo. Wezmy sprawy "smierdzace". Adas wie gdzie robi sie "sisi" i kupe. Mozna go zapytac. Odpowie, ze do kibelka. Tylko on sam tam sie nie zalatwia. Sciagniecie pieluchy nic nie daje, zwieksza tylko ilosc sprzatania.
Kolejna rzecz jazda na rowerze, hulajnodze, deskorolce itp. Tata pokazuje co i jak. Adas patrzy, i gdyby byl "zwyklym" dzieciakiem probowalby taka samo, ale nie, on ma inne pomysly. Na rowerze kreci pedalami do tylu lub w ogole, a popychany nie potrafi trzymac kierunku.Na hulajnodze probuje stawac dwiema nogami i dziwi sie, ze nie jedzie. O wsiadaniu na deskorolke tez nie ma mowy, bo Adas traktuje ja jak samochodzik i puszcza po podlodze.
Ciekawe natomiast jest Adasiowe zwracanie uwagi na szczegoly, np. gdy w sklepie wsiada na rower zawsze idzie najpierw po kask. To samo gdy zapakuje sie na quada lub skuter, nasladuje wtedy ruch wkladania kasku i mówi "ka" czyli kask wlasnie.
Generalnie jednak Adas traktuje swiat po swojemu, a w odniesieniu do nas, dla siebie przyjal role obserwatora. Zyje w swojej rzeczywistosci i tylko rzuca okiem na nasza, wybierajac co mu pasuje.
Odmienny od naszego bywa też sposób dostarczania sobie przyjemnosci. Czesto sa one dosc dziwne. Np. chlapanie woda z wanny (po kapieli lazienka doslownie plywa), rozrzucanie drobnych przedmiotow po podlodze (ostatnio hitem sa listki odrywane z warzyw przeznaczonych na zupke), rozwalanie swiezo ulozonych i wyprasowanych ciuszkow, plucie woda na podloge itp. Najlepsze jest, że sa to faktycznie zajecia dla Adasia przyjemne. On czerpie z tego radosc, a w jego zachowaniu nie ma cienia zlosliwosci. A ze wszyscy "normalni" tak nie robia?! Coz, nasz swiat wg Adasia jest pewnie bardzo pokrecony!