piątek, 24 czerwca 2011

Czy dieta działa?

Długa przerwa w prowadzeniu bloga wynika nie tylko z braku czasu, skutecznie ograniczanego pracą i obowiązkami rodzinnymi. To zwykle taka standardowa wymówka. Faktycznie brak nowych wpisów, wynika ze strachu. Strachu, żeby nie zapeszyć. Żeby nie napisać jak jest fajnie i do przodu, a następnego dnia pluć sobie w brodę, bo jest źle, bo autystyczna huśtawka opadła w dół i za żadne skarby nie chce wzlecieć wyżej.
Nie można jednak w nieskończoność uciekać przed obowiązkiem, narzuconym zresztą samemu sobie. Więc napiszę, tak ostrożnie, może własnie o diecie i jej efektach.
A efekty, są i to nawet jeśli zachowanie Adasia pozostawia ciągle wiele do życzenia (złość z byle powodu, rzucanie zabawkami, walenie głową, próby gryzienia - smutny Adasiowy klasyk).
Więc do rzeczy. Wszelkie stymulacje praktycznie zniknęły. Natrętne przesuwanie wieszaków czy patyków przed oczami, jeżdżenie głową wzdłuż parapetu, to już historia. Rozumienie i wykonywanie poleceń, całkiem nieźle. Polecenie trzeba czasem kilka powtórzyć, zwrócić na siebie Adasia uwagę, ale w nagrodę Adaś zwykle robi to czego od niego oczekujemy. Chyba, że bardzo, bardzo nie chce. W takim przypadku nie forsujemy tematu, wracamy do niego za kilka minut. Umiejętności różne coraz lepiej opnowane. Adaś samodzielnie się rozbiera, ubiera (trzeba tylko pomóc przy bucikach). Samodzielnie je, musi tylko być bardzo głodny, bo tylko wtedy wystarcza mu cierpliwości na całość posiłku.  Samodzielnie chodzi do kibelka i od a-z załatwia potrzebę mniejszą. Większą trzeba jeszcze pilnować. Świetnie pamięta historie opowiadane mu podczas wspolnego ogladania/czytania książek. Rysuje po scianie. Na razie tylko tak na niby, palcem. Ale mówi przy tym, że rysuje autobus, koła, straż itp. A właśnie, najważniejsze! Adaś gada jak najęty. Pewnie, że trochę bez składu i ładu, abstrakcyjnie. Ale mówi dużo, coraz wyraźniej i tym sposobem komunikuje się z nami. Prawdziwą rewelacją jest piosenka "Stary niedźwiedź" wyśpiewywana przez Adasia w całości, słowami popartymi gestami Makatonu. Miałem być ostrożny, nie wpadać w euforię, ale już czuję, że mnie ponosi!
Wracając na ziemię, jest fatalnie z ćwiczeniami edukacyjnymi. Adaś nie chce pracować przy stole. Wszelki przymus znosi fatalnie. O ile ćwiczenia integracji sensorycznej  są jego ulubionymi, o tyle programy z PRODESTE kompletnie mu nie pasują. Na razie więc pod kierunkiem Moniki, bedziemy zamieniać pracę na zabawę. Koszyki z zadaniami idą w odstawkę.
Ciągle Adaś słabo radzi sobie z emocjami wynikajacymi z różnych, nieprzewidzainych sytuacji. Zarówno tych przyjemnych, jak i trudnych. Przykład: poszliśmy na lody (wiem, wiem, drobne odstępstwo od diety). Adaś był szczęśliwy! Tak bardzo, że musiał połozyć się w lodziarni na podłodze, na wznak. Ludzie oczywiście się ogromnie dziwili. Nie słyszałem jednak, żadnych komentarzy. Może dlatego, że Adaś był szeroko uśmiechnięty. Potem wstał. Usiadł na krzesełku, zjadł loda. Tylko wychodząc położył się jeszcze raz.  
Na koniec kolejna dawka optymizmu. Adaś jest bardzo uczuciowy. Okazuje to nam i Milence. Wczoraj, gdy Milenka zaczęła płakać, podszedł do niej, pocałował w policzek i powiedział "koszam"...

środa, 8 czerwca 2011

Odszedł Paweł Wyrwa

Dziś nie piszę o Adasiu, piszę o Pawle, moim przyjacielu.
Wczoraj Paweł przegrał walkę z rakiem.

Paweł odszedł… A dla mnie, wraz z nim, odeszło ostatnie 16 lat wspinania-życia. Zostały wspomnienia i ból. Bo nie będzie więcej wspólnych wyjazdów na Franken, czasu masywnego napierania, sukcesów i porażek, czasu radości i smutku, czasu kłótni i zgody. Nie będzie więcej ostrego treningu, żelaznej konsekwencji, mocarnych przechwytów po niczym…Wiele się skończyło.

Wiem, że Paweł wspominając go, nie chciałby  łez, wolałby uśmiech...
Postaram się. Dziś jeszcze tak nie potrafię.

Żegnaj Przyjacielu!

poniedziałek, 30 maja 2011

Zazdrość?

Nie mam pewności, ale narastające ostatnio demonstracje złości Adasia mają chyba źródło w zazdrości. Zazdrości o mamę, zazdrości, której źródłem jest Milenka. Często złość Adasia objawia się niemal bez zapowiedzi, ale w tych momentach Milenka zawsze jest blisko Izy (karmienie, usypianie itd.). I tak rano gdy Izy nie ma obok niego, Adaś budzi się i uderza głową w ścianę. I znowu, gdy Milenka śpi na rękach Izy, Adaś uderza głową w oparcie sofy. Teorię tą powtwierdzają również inne zachowania Adasia, częste przytulanie do Izy, zapewnianie że "kosza mame", udawanie dzidziusia oraz okazywanie uczuć Mlence: przytulanie, całowanie, chęć wzięcia "na rączki". Ta relacja jest niesamowita, tylko może być tak, że poprzez pokaz "uwielbienia" dla Milenki Adaś chce jeszcze bardziej zwrócić naszą uwagę na siebie i tym samym podkreślić jak jest istotną osobą w naszym domu.
Trudne to jest bardzo, bo wciąż obserwujemy jak Adaś robi sobie krzywdę, a my niewiele możemy na to poradzić. I znowu tłumaczymy Adasiowi, że tak nie wolno, że będzie bolała go głowa, będzie miał guza,. Wtedy wygląda, że Adaś wszystko rozumie, potwierdza. Niestety, za moment znów jest to samo!
Skoro już o sparawach trudnych, bardzo pogorszyła się chęć Adasia do ćwiczeń edukacyjnych przy stoliku. Praktycznie próby umieszczenia Adasia "za biurkiem" kończą się złością i ucieczką. Próbujemy ćwiczyć na dywanie, z przerwami na Adasiowe zachcianki. Daje to jednak marne efekty, bo praktycznie rozmywa całą sesję  terapeutyczną. Co ciekawe, Adaś nie ucieka, bo nie umie rozwiązać zadań, jemu się po prostu nie chce ich rozwiązywać, nie znajduje w sobie żadnej motywacji. Mamy powazny problem, bo Adaś nigdy specjalnie chętnie nie ćwiczył, ale jednak ćwiczył i to co robiliśmy zgodnie z programem wytyczonym przez PRODESTE dawałało dobre rezultaty.
Z drugiej strony jednak Adaś coraz wiecej dostrzega wokół siebie, rzeczy, ludzi i zjawisk. Coraz więcej mówi, coraz wiecej zdań (niekoniecznie adekwatnych do chwili) się pojawia. W większości to taka echolalia na wiekszą skalę, bo Adaś powtarza całe frazy zasłyszane np. w bajkach. Ale kontakt werbalny z Adasiem również wyraźnie zmienia się na lepszy. Musimy to wykorzystać, tylko trudno Adasiem kierować i ciągle, podążanie za nim daje najlepsze rezultaty. Problem tylko, że świat Adasia w zbyt wielu aspektach jest bardzo  rozbieżny z naszym i z Adasiem jako przewodnikiem daleko nie zajedziemy...

wtorek, 17 maja 2011

Dieta

Właściwa dieta jest niemal kanonem we wszystkich działaniach skierowanych  na poprawę funkcjonowania małego Auti (dużego zresztą też). Dieta bezglutenowa, bezcukrowa, bezmleczna - brzmi to wszystko fatalnie! Musisz Twojemu dziecku odebrać wszysko co lubi: grzanki, bułeczki, drożdżówki, wafle, czipsy, serki, jogurty, zabielane smietanką zupki, panierowane kotleciki... Łapiesz się za głowę, co on będzie jadł?! Przecież w ogóle je niewiele!
Przyznaję, takie myślenie towarzyszyło nam od dawna i skutecznie gasiło zapał wprowadzenia surowej diety. Owszem podejmowaliśmy próby eliminacji słodyczy z jadłospisu Adasia, i to nawet z niezłym skutkiem, ale zawsze zdawaliśmy sobie sprawę, że raczej krążymy wokół wyzwania  nowej diety, niż faktycznie je  podejmujemy.
Wreszcie pod koniec kwietnia zdecydowliśmy przerwać to błędne koło. Dieta stała się faktem (no może z lekkim odstępstwem na czas Wielkanocy). Okazało się, że nasze wcześniejsze obawy były zupełnie nieuzasadnione. Wybór produktów bezglutenowych i bezmlecznych jest bardzo szeroki, a co ważniejsze nowe jedzonko bardzo przypadło Adasiowi do gustu. Największym mankamentem diety, jest konieczność rezygnacji z przedszkolnego wiktu i obowiązek codziennego przygotowywania posiłków "na wynos". Trzeba jednak w tym miejscu wspomnieć, że zarówno Pani dyrektor, jak i Panie przedszkolanki dokładają wszelkich starań, aby dietę Adasia utrzymać. Wielkie dzięki!
Na same efekty diety przyjdzie nam pewnie jeszcze poczekać. Zwykle mowa jest o kilkumiesięcznej diecie, niemniej pierwsze pozytywne skutki już obserwujemy. Adaś ma znacznie lepszy apetyt i chęć spróbowania czegoś nowego, więc poszerzył też akceptowany zestaw dań.
Z innych umiejętności, kolejny progres jest widoczy w komunikacji. Adaś mówi wiecej, wyraźniej (gdy pewnego dnia  niespodziewanie podszedł do mnie, zajętego sprzątaniem i czystym głosem, bez zniekształceń powiedział "To ja, Adaś", mało nie dostałem zawału! Kompletnie mnie zaskoczył. Brzmiało to, jakby ktoś obcy wszedł do domu i mnie zagadnął!), częsciej dzieli się z nami informacjami, które dla niego są ważne, bardzo często się przytula i artykułuje uczucia ("Koszam mame!").
Niestety pomimo ogólnie dobrego nastroju, Adaś ciągle miewa napady złości, z uderzaniem głową, szczypaniem i gryzieniem włącznie. Ataki histerii są krótsze i rzadsze niż do tej pory, ale ciągle są. Co gorsza, czasami pojawiają się bez powodu, tzn. takiego powodu, czytelnego dla nas, rodziców. Ciągle jeszcze, ograniczenia w komunikacji nie zawsze pozwalają dowiedzieć się czy Adasia coś boli, czy ma gorsze samopoczucie, czy jest zmęczony.
Adaś, gdy już się uspokoi sprawia wrażenie, że rozumie nasze tłumaczenia, aby tak się nie zachowywał. Sam powtarza, że nie wolno np. uderzać głową, zna konsekwaencje w postacie guzów i bólu. Ale gdy przychodzi złość, nie kontroluje siebie. Dodatkowo, trudno jest go przestawić na inny sposób odreagowania. Cóż, jeszcze wiele przed nami.
Oprócz diety, ostatnią nowością są zajęcia terapii czaszkowo-krzyżowej. Adaś ma bardzo dobry kontakt z terapeutką Gabrysią i z dużą chęcią poddaje się zabiegom. Czy terapia działa? Myślę, że tak, niemniej trudno to jednoznacznie ocenić. Adaś zaliczył dopiero kilka zajęć, a pierwsza sesja zbiegła się z początkiem nowej diety, więc pewnie poprawa stanu Adasia znów jest wypadkową kilku działań,  a nie jednego, wyjątkowego.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Strefa zmierzchu

Do tego wpisu skłoniły mnie ostatnie rozmowy ze znajomymi, z których część postrzega życie z dotkniętym autyzmem dzieckiem niemal za sielankę, a przynajmniej kwituje nasze problemy stwierdzeniami w stylu  "nie jest wcale tak źle, Adaś przecież jest taki fajny, uśmiechnięty i tak mądrze mu z oczu patrzy. Chyba przesadzacie".
Drogie koleżanki i koledzy, dziękuję za miłe słowa, oczywiście, że Adaś się super prezentuje i takim jest w rzeczywistości... Niestety, autyzm potrafi nasze dziecko zmienić w ciągu kilku sekund w cierpiące stworzenie, nie umiejące poradzić sobie z rzeczywistością i własnymi emocjami, zadające ból sobie i nam, próbującym go powstrzymać.
Nie wiem, być może sam jestem sobie winien, że moje wpisy na blogu są mało tragiczne. Niezbyt dramatycznie opisują nasze życie z autyzmem, nie pokazują umęczonych rodziców i zwariowanego dziecka. Nie piszę w ten sposób, bo chociaż bywa różnie więcej jest tych chwil dobrych i radosnych, niż złych i przytłaczających.

Ale dziś napiszę inaczej, napiszę o naszej "strefie zmierzchu", autyzmie, jednej z najgorszych chorób jaka może przytrafić się Twojemu dziecku!!!
To choroba, na którą nie ma lekarstwa. To co robisz, aby pomóc dziecku nie daje Ci żadnej gwarancji efektów i kosztuje spore pieniądze.
To choroba, która izoluje Cię od otoczenia. Wspólne wyjście z dzieckiem do restauracji, na plac zabaw, do znajomych, obarczone jest ogromnym ryzykiem.
I nie myślę tutaj o wstydzie, który przyniesie Ci zachowanie Twego dziecka! Ja osobiście mam gdzieś, ten "wstyd"! Podobnie zdanie obserwatorów  nt. "braku wychowania" Adasia. Jeżeli odpuszczam, to co dla "normalnych" rodzin jest standardowym, wspólnym spędzaniem czasu, to ze względu na dobro Adasia. Unikam sytuacji, które mogłyby spowodować jego frustracje i histerie.
To choroba dziwnych dźwięków, które wydaje Twoje dziecko, pełna okrzyków, gestykulacji, natręctw...
To choroba umiejętności Twego dziecka, kompletnie nieadekwatnych do wieku. To, czego zwykle dzieci uczą się praktycznie niepostrzeżenie, że większość rodziców nawet tego nie zauważa, Twój Auti nie potrafi nawet w połowie..
To choroba, która budzi w nocy Twoje dziecko, a które zamiast zawołać "Mama!" najpierw uderza kilkukrotnie głową w ścianę...
To choroba, która znaczy czoło Twego dziecka guzami, a Twoje ramiona ubarwia siniakami po ugryzieniach i szczypaniu...
To choroba pełna połamanych zabawek i zdewastowanych mebli, bo Auti się złościł...
To choroba ogromnej zazdrości, która Cię ogarnia, gdy widzisz ojców i matki, przewodników własnych dzieci. Ty nim nie jesteś. Bo Twoje dziecko prowadzi autyzm...
To choroba oczekiwania, kiedy Twoje dziecko pójdzie spać i będziesz miał chwilę dla Twojej żony, chwilę dla siebie...
To wreszcie choroba Twojej bezsilności, pytań o sens takiego życia, pytań bez odpowiedzi...
Już mi się nie chce dalej wymieniać...


W całym obłędzie, pozostaje jednak wiara, że dasz radę  i nadzieja, że będzie lepiej.
I co najważniejsze ogromna miłość do dziecka!
Nie odpuszczasz więc, bo wiesz, że tylko nie odpuszczając, masz szansę przeprowadzić Twoje dziecko przez "strefę zmierzchu".

piątek, 8 kwietnia 2011

Jest lepiej...

Chciaż pewnie nie wszyscy podzielą tą opinię, ale o tym za chwilę.
Ja uważam, że jest lepiej, bo Adaś więcej mówi, bo jest  bardziej kreatywny w swoich zabawach, bo  więcej naszych sugestii do niego trafia, bo sporo naszych poleceń wypełnia, bo bardzo potrzebuje naszej obecności...
Ciągle najtrudniejsze do opanowania są Adasia emocje. Tutaj "nie ma zmiłuj". Najlepsza taktyka, oprócz budowania systemu poczucia własnej-Adasiowej wartości, to wyprzedzanie Adasia reakcji i tłumienie napadu histerii zanim do niego dojdzie. Aby to efektywnie zadziałalo, to dla nas rodziców, najważniejszą jest obserwacja Adasia i stworzenie profilu jego złych nastrojów - powodów frustracji. Pewnie, że jeszcze wszystkiego nie wiemy, zwłaszcza, że powstają nowe sytuacje, w których Adaś się nie odnajduje, ale pewne sukcesy osiągamy.  
Naprawdę, bez "ściemy" mogę powiedzieć, że Adaś w domu zachowuje się bardzo poprawnie. Najlepszym tego przykładem są jego próby tłumienia złości. I tak: widać, że Adaś już się wewenętrznie gotuje, bo coś nie idzie po jego myśli, np. chce grzankę, ale nie ma w domu chleba (no czasem tak bywa). Histeria niemal gotowa! A jednak Adaś nie wybucha. Przytulam go (czujny na ewentualne gryzienie, ciosy "z baśki" lub szczypanie), tłumaczę spokojnie lecz stanowczo, że trzeba chleb kupić w sklepie, że możemy do sklepu pójść razem, że rozumiem jego rozczarowanie, że może miałby ochotę na coś innego. I to działa! Adaś nawet próbuje zacisnąć palce na mojej skórze, ale powstrzymuje się, niby próbuje ugryźć, ale nie gryzie.
Kolejna sytaucja, Adaś koniecznie chce oglądać pociągi na "jutubie", zabraniam mu bo zaraz zaczynamy ćwiczenia edukacyjne (a takie oglądanie potrafi ciagnąć się niemal godzinami!) Zabraniam delikatnie, ale stanowczo. Jeszcze tydzień, dwa temu byłaby z tego mega histeria, a tymczasem, Adaś owszem złosci się próbuje mnie uszczypnąć, próbuje uderzyć głową, ale jakoś tak bez przekonania. Ja, z kolei staram się być szybszy i nie w sensie ucieczki przed agresją synka, tylko kierując rozładowanie jego emocji na inne tory. Podaję pluszaka (żabę) do rzucania, biorę na ręce, tłumaczę, odwracam jego uwagę proponując jakąś niespodziankę zamiast  komputera, przypominam, że były zaplanowane ćwiczenia, i że Adaś potrafi pieknie ćwiczyć. I to znowu działa! 

Tymczasem, niestety (znów niestety!) gorzej się sprawy mają w przedszkolu, gdzie histerie Adasia zdają się eskalować do niespotykanych wcześniej rozmiarów. Adaś szczególnie alergicznie reaguje na krzyki kolegów z grupy. Mało tego w domu zapytany co robi jeden z kolegów, którego okrzyki szczególnie działają na Adasia stresujaco, Adaś odpowiada "krzyczy", i dodaje "boje"...
Nie wiem czy te dźwięki mają jakąś szczególną częstotliwość, barwę, natężenie, czy wyjątkową drażnią Adasia zmysły. Jest to dla nas zastanawiajace, bo przecież Adasiowi nigdy szczególnie nie przeszkadzał hałas. Ani zgiełk ulicy, supermarketu, łoskot pociagu, syrena karetki, głośna muzyka, płacz Milenki.  
Martwimy się tym przedszkolnym stanem rzeczy, bo przecież w domu jest znacznie lepiej. Mamy nawet do siebie żal, że posyłamy Adasia tam gdzie w pewnych sytacjach czuje się niekomfortowo, czy wręcz ogarnia go strach. Ale nie mamy wyjscia, Adaś powinien do przedszkola chodzić i na razie musi być w grupie z kolegami-autikami. Chociaż gdyby tak do większej grupy, integracyjnej? Nie wiemy czy Adaś da radę, a już na pewno nie z takimi napadami złości.
Nie chcę być źle zrozumiany, nie mam do nikogo pretensji. Koledzy Adasia to również autyści, podobnie jak on cierpiące dzieci. Trudno kazać im nie krzyczeć, zresztą Adaś też potrafi się wydzierać, co nawet przeszkadazało jednemu z kolegów, a który manifestował swą złość agresją w stosunku do Adasia. Adaś też nie jest święty, bo potrafi podrapać czy uszczypnąć.  Nie mam pretensji do pań przedszkolanek, wiem, że robią wszystko co w ich mocy, aby Adasiowi pomóc i jednocześnie utrzymać ład w zajeciach grupy. Tylko odczuwam wielki ból, gdy widzę kolejne guzy na głowie Adasia i gdy mam świadomość, jak skrajnie złe emocje Adaś przeżywa.

wtorek, 22 marca 2011

Auti ustawia

Adaś nas nieźle poustawiał. Zresztą nie tylko nas. 
Chcąc uniknąć Adasiowych napadów złości przyjęliśmy taktykę "łagodnej konsekwencji" i "budowania ego" naszego synka. Pewnie nietrudno się domyślić, że chodzi o egzekwowanie nakazów i zakazów, bez okazywania negatywnych emocji (łatwo się pisze!!!) oraz chwalenie dobrze wykonanej "roboty" i ciągłe podkreślanie, jaki Adaś jest wyjątkowy, grzeczny, ładny i jak bardzo kochany.
Można oczywiście dyskutować z taką strategią w stosunku do 5-letniego Auti, zwłaszcza w zakresie podkreślania zalet Adasia. Na pierwszy rzut oka trochę to wygląda na ksztaltowanie małego egocentryka, czy wręcz narcyza. I pewnie trochę racji w tym jest, niemniej nic lepszego nie przychodzi nam do głowy, aby wykazać Adasiowi jak jest dla nas ważny.
On nam o tym nie powie, ale mamy wrażenie, że czuje się zagubiony w ciągle nowej sytuacji, kiedy nasza uwaga  skupia się w dużej mierze na Milence. Do tego siłą rzeczy Adaś słyszy, że tego czy tamtego nie wolno, żeby uważał na dzidziusia, żeby był ciszej itd.  Niestety, często sie nie da inaczej. Gdy sytuacja wymaga szybkiej reakcji, bo Adaś może przypadkiem zrobić krzywdę Milence, komunikat "nie wolno" jest automatyczny. Frustracje Adasia narastają, aż w końcu następuje wyładowanie emocji - czyli histeria, wyzwolona zwykle byle drobiazgiem.  Aby, więc  nie doprowadzać do tak skrajnych sytuacji, chwalimy naszego Autika przy każdej okazji, okazujemy mu nasze uczucia, podkreślamy jak ważny jest dla nas. Staramy sie kontrolować nawzajem, aby nie wybuchać gniewem, gdy Adaś po raz n-ty robi to czego nie powinien, nie czepiamy się drobiazgów, na wiele pozwalamy.
A co do naszego opanowania (raczej mojego...) nie zawsze nam (mi...) to wychodzi, niestety... I mam tak samo, jak pewnie większość rodziców postawionych w podobnej sytuacji. Gdy wybuchnę, zaraz żałuję i obiecuję sobie, że to ostatni raz...
Z dowartościowaniem Adasia podobnie rzeczy się mają w przedszkolu. Panie podchodzą do Adasia w bardzo opanowany i jednocześnie serdeczny sposób. Delikatnie uspakajają w trakcie napadów złości i podkreśląją jego osiagnięcia, a to, że ładnie ćwiczy, że zjadł obiad, że posprzątał zabawki.
Dziękujemy im za to ogromnie!
I tak właśnie trochę przy okazji, Adaś nas wszystkich poustawiał ;-)

poniedziałek, 7 marca 2011

Auti się złości

Huśtawka Adasiowych nastrojów nas dobija. Niestety ostatnio coraz częściej. 
Szybkość zwrotów na lini zadowolenie/złość w wykonaniu Adasia jest niesamowita. Powód, dla którego Adaś maksymalnie się wkurza jest zawsze ten sam. Coś się dzieje nie tak, jak Adaś sobie zaplanował. Klocki nie układają się jak należy, nie ma jedzenia, na które Adaś ma ochotę, zbyt długo trwa wychodzenie z domu, kończymy zabawę wbrew woli Adasia...
Długo by wymieniać. Napady złości przybierają na sile, zabawki fruwają pod sufit, Adaś krzyczy i uderza głową, szczypie i próbuje gryźć gdy staram się go uspokoić! Coś się pokręciło i to masywnie!
O ile nowe umiejętności, czy nowe słowa w Adasiowym "repertuarze" nastrajają optytymistycznie, to opisane zachowania dołują nas bardzo.
Teraz jak nigdy, autyzm praktycznie całkowicie ustawił nasze życie. Większość naszych działań, to unikanie sytuacji, które  przez Adasia mogłyby zostac negatywnie odebrane. A to ogranicza niemal całkowicie. Chcesz pójść do znajomych, nie da rady, bo Adaś znajdzie do zabawy coś, czym bawić się nie powinien, a spróbuj mu zabawkę-niezabawkę odebrać... Chcesz pójść na spacer, spróbuj nie pójść na stację lub pod most kolejowy, bo Adaś uwielbia pociągi... Chcesz wejść do sklepu, lepiej tego nie rób, bo Adaś koniecznie chce coś słodkiego, a spróbuj odmówić... Chcesz kupić nową zabawkę, dla Adasia właśnie, uważaj, bo w zabawce Adaś znajdzie coś (mechanizm/część/zastosowanie), co nie spełni jego oczekiwań...Obłęd!
Oczywiście staramy się coś robić, aby poprawić ten stan rzeczy. Stosujemy łagodny holding (przytrzymywanie Adasia w chwilach jego złości,  samemu nie gniewając się, starając się nie wyrażać negatywnych emocji, ale tez bez "słodkiego" tonu, pozwalajac po prostu, aby Adaś sam się wyciszył, za co jest nagradzany) i piktogramy z zakazami szczypania, gryzienia, uderzania głową. Niestety, na razie to co robimy, przynosi dość mierne efekty.
Psychiatra, z którą skonsultowaliśmy problem mówiła o okresie kilku miesięcy, aby skutecznie Adasia wyciszyć. Nie powiedziała tylko, jak te kilka miesięcy wytrzymać...


PS: Przeczytałem post "Daimonion" u Ojca Karmiącego. Poczułem się lepiej, dzięki! Polecam i  ten post, i całego bloga.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Rowerek

W minioną sobotę Adaś dosiadł rowerka i pojechał. Pojechał, tak jak się na rowerze jeździ, pedałując i kierując, świadomie wybierając trasę. Co w tym szczególnego, ktoś zapyta? A to, że pierwszy raz Adaś pokazał, że jeździć umie! Do tej pory wszelkie próby jazdy kończyły się fiaskiem. Adaś, owszem siedział na siodełku, trzymał kierownicę, machnął raz, dwa razy nogą i na tym koniec. Nie potrafił opanować ciągłej jazdy, a popychany w ogóle nie kręcił nogami. O kierowaniu, to w ogóle mogliśmy zapomnieć.

Tym razem było jednak inaczej. Rzecz miała miejsce w Decathlonie. Wpadliśmy tylko na moment, odebrać moje wysłużone narty z serwisu. Adaś, gdy wszedł do sklepu, chyba od razu miał  gotowy plan. Powiedział tylko "rower" i poszliśmy wgłąb sklepu. Na stoisku dla cyklistów Adaś wybrał pojazd. Oczywiście wybór dość oryginalny padł na malutki trójkołowy rowerek. Próbowałem Adasia zachęcić do innego pojazdu, takiego dwukołowego z bocznymi kóleczkami. Wypasionego, z dzwonkiem! Ale Adaś rzadko zmienia zdanie. Zasiadł na trójkołowcu i pojechał. Byłem w szoku patrząc jak mój synek, któremu każda nowa umiejętność  tak ciężko przychodzi, lawiruje między półkami, omija przeszkody i jedzie!!!
Na tym jednak nie koniec. Adaś bowiem, w dbałości o własne bezpieczeństwo podjechał do półki z kaskami (co prawda narciarskimi), wybrał RÓŻOWY  ("produkt niebieski"), założył, kazał sobie zapiąć pod brodą i tak wyposażony ruszył rowerkiem, przepraszam "bolidem", zaliczać kolejne okrążenia.

Patrząc na Adasia, pomimo jego wyboru specyficznego pojazdu i ekstrawaganckiego nakrycia głowy, czułem się naprawdę dumny i szczęśliwy!
Dobrze tylko, że nikt z obsługi lub ochrony nie zwrócił nam uwagi...