wtorek, 26 kwietnia 2011

Strefa zmierzchu

Do tego wpisu skłoniły mnie ostatnie rozmowy ze znajomymi, z których część postrzega życie z dotkniętym autyzmem dzieckiem niemal za sielankę, a przynajmniej kwituje nasze problemy stwierdzeniami w stylu  "nie jest wcale tak źle, Adaś przecież jest taki fajny, uśmiechnięty i tak mądrze mu z oczu patrzy. Chyba przesadzacie".
Drogie koleżanki i koledzy, dziękuję za miłe słowa, oczywiście, że Adaś się super prezentuje i takim jest w rzeczywistości... Niestety, autyzm potrafi nasze dziecko zmienić w ciągu kilku sekund w cierpiące stworzenie, nie umiejące poradzić sobie z rzeczywistością i własnymi emocjami, zadające ból sobie i nam, próbującym go powstrzymać.
Nie wiem, być może sam jestem sobie winien, że moje wpisy na blogu są mało tragiczne. Niezbyt dramatycznie opisują nasze życie z autyzmem, nie pokazują umęczonych rodziców i zwariowanego dziecka. Nie piszę w ten sposób, bo chociaż bywa różnie więcej jest tych chwil dobrych i radosnych, niż złych i przytłaczających.

Ale dziś napiszę inaczej, napiszę o naszej "strefie zmierzchu", autyzmie, jednej z najgorszych chorób jaka może przytrafić się Twojemu dziecku!!!
To choroba, na którą nie ma lekarstwa. To co robisz, aby pomóc dziecku nie daje Ci żadnej gwarancji efektów i kosztuje spore pieniądze.
To choroba, która izoluje Cię od otoczenia. Wspólne wyjście z dzieckiem do restauracji, na plac zabaw, do znajomych, obarczone jest ogromnym ryzykiem.
I nie myślę tutaj o wstydzie, który przyniesie Ci zachowanie Twego dziecka! Ja osobiście mam gdzieś, ten "wstyd"! Podobnie zdanie obserwatorów  nt. "braku wychowania" Adasia. Jeżeli odpuszczam, to co dla "normalnych" rodzin jest standardowym, wspólnym spędzaniem czasu, to ze względu na dobro Adasia. Unikam sytuacji, które mogłyby spowodować jego frustracje i histerie.
To choroba dziwnych dźwięków, które wydaje Twoje dziecko, pełna okrzyków, gestykulacji, natręctw...
To choroba umiejętności Twego dziecka, kompletnie nieadekwatnych do wieku. To, czego zwykle dzieci uczą się praktycznie niepostrzeżenie, że większość rodziców nawet tego nie zauważa, Twój Auti nie potrafi nawet w połowie..
To choroba, która budzi w nocy Twoje dziecko, a które zamiast zawołać "Mama!" najpierw uderza kilkukrotnie głową w ścianę...
To choroba, która znaczy czoło Twego dziecka guzami, a Twoje ramiona ubarwia siniakami po ugryzieniach i szczypaniu...
To choroba pełna połamanych zabawek i zdewastowanych mebli, bo Auti się złościł...
To choroba ogromnej zazdrości, która Cię ogarnia, gdy widzisz ojców i matki, przewodników własnych dzieci. Ty nim nie jesteś. Bo Twoje dziecko prowadzi autyzm...
To choroba oczekiwania, kiedy Twoje dziecko pójdzie spać i będziesz miał chwilę dla Twojej żony, chwilę dla siebie...
To wreszcie choroba Twojej bezsilności, pytań o sens takiego życia, pytań bez odpowiedzi...
Już mi się nie chce dalej wymieniać...


W całym obłędzie, pozostaje jednak wiara, że dasz radę  i nadzieja, że będzie lepiej.
I co najważniejsze ogromna miłość do dziecka!
Nie odpuszczasz więc, bo wiesz, że tylko nie odpuszczając, masz szansę przeprowadzić Twoje dziecko przez "strefę zmierzchu".

piątek, 8 kwietnia 2011

Jest lepiej...

Chciaż pewnie nie wszyscy podzielą tą opinię, ale o tym za chwilę.
Ja uważam, że jest lepiej, bo Adaś więcej mówi, bo jest  bardziej kreatywny w swoich zabawach, bo  więcej naszych sugestii do niego trafia, bo sporo naszych poleceń wypełnia, bo bardzo potrzebuje naszej obecności...
Ciągle najtrudniejsze do opanowania są Adasia emocje. Tutaj "nie ma zmiłuj". Najlepsza taktyka, oprócz budowania systemu poczucia własnej-Adasiowej wartości, to wyprzedzanie Adasia reakcji i tłumienie napadu histerii zanim do niego dojdzie. Aby to efektywnie zadziałalo, to dla nas rodziców, najważniejszą jest obserwacja Adasia i stworzenie profilu jego złych nastrojów - powodów frustracji. Pewnie, że jeszcze wszystkiego nie wiemy, zwłaszcza, że powstają nowe sytuacje, w których Adaś się nie odnajduje, ale pewne sukcesy osiągamy.  
Naprawdę, bez "ściemy" mogę powiedzieć, że Adaś w domu zachowuje się bardzo poprawnie. Najlepszym tego przykładem są jego próby tłumienia złości. I tak: widać, że Adaś już się wewenętrznie gotuje, bo coś nie idzie po jego myśli, np. chce grzankę, ale nie ma w domu chleba (no czasem tak bywa). Histeria niemal gotowa! A jednak Adaś nie wybucha. Przytulam go (czujny na ewentualne gryzienie, ciosy "z baśki" lub szczypanie), tłumaczę spokojnie lecz stanowczo, że trzeba chleb kupić w sklepie, że możemy do sklepu pójść razem, że rozumiem jego rozczarowanie, że może miałby ochotę na coś innego. I to działa! Adaś nawet próbuje zacisnąć palce na mojej skórze, ale powstrzymuje się, niby próbuje ugryźć, ale nie gryzie.
Kolejna sytaucja, Adaś koniecznie chce oglądać pociągi na "jutubie", zabraniam mu bo zaraz zaczynamy ćwiczenia edukacyjne (a takie oglądanie potrafi ciagnąć się niemal godzinami!) Zabraniam delikatnie, ale stanowczo. Jeszcze tydzień, dwa temu byłaby z tego mega histeria, a tymczasem, Adaś owszem złosci się próbuje mnie uszczypnąć, próbuje uderzyć głową, ale jakoś tak bez przekonania. Ja, z kolei staram się być szybszy i nie w sensie ucieczki przed agresją synka, tylko kierując rozładowanie jego emocji na inne tory. Podaję pluszaka (żabę) do rzucania, biorę na ręce, tłumaczę, odwracam jego uwagę proponując jakąś niespodziankę zamiast  komputera, przypominam, że były zaplanowane ćwiczenia, i że Adaś potrafi pieknie ćwiczyć. I to znowu działa! 

Tymczasem, niestety (znów niestety!) gorzej się sprawy mają w przedszkolu, gdzie histerie Adasia zdają się eskalować do niespotykanych wcześniej rozmiarów. Adaś szczególnie alergicznie reaguje na krzyki kolegów z grupy. Mało tego w domu zapytany co robi jeden z kolegów, którego okrzyki szczególnie działają na Adasia stresujaco, Adaś odpowiada "krzyczy", i dodaje "boje"...
Nie wiem czy te dźwięki mają jakąś szczególną częstotliwość, barwę, natężenie, czy wyjątkową drażnią Adasia zmysły. Jest to dla nas zastanawiajace, bo przecież Adasiowi nigdy szczególnie nie przeszkadzał hałas. Ani zgiełk ulicy, supermarketu, łoskot pociagu, syrena karetki, głośna muzyka, płacz Milenki.  
Martwimy się tym przedszkolnym stanem rzeczy, bo przecież w domu jest znacznie lepiej. Mamy nawet do siebie żal, że posyłamy Adasia tam gdzie w pewnych sytacjach czuje się niekomfortowo, czy wręcz ogarnia go strach. Ale nie mamy wyjscia, Adaś powinien do przedszkola chodzić i na razie musi być w grupie z kolegami-autikami. Chociaż gdyby tak do większej grupy, integracyjnej? Nie wiemy czy Adaś da radę, a już na pewno nie z takimi napadami złości.
Nie chcę być źle zrozumiany, nie mam do nikogo pretensji. Koledzy Adasia to również autyści, podobnie jak on cierpiące dzieci. Trudno kazać im nie krzyczeć, zresztą Adaś też potrafi się wydzierać, co nawet przeszkadazało jednemu z kolegów, a który manifestował swą złość agresją w stosunku do Adasia. Adaś też nie jest święty, bo potrafi podrapać czy uszczypnąć.  Nie mam pretensji do pań przedszkolanek, wiem, że robią wszystko co w ich mocy, aby Adasiowi pomóc i jednocześnie utrzymać ład w zajeciach grupy. Tylko odczuwam wielki ból, gdy widzę kolejne guzy na głowie Adasia i gdy mam świadomość, jak skrajnie złe emocje Adaś przeżywa.

wtorek, 22 marca 2011

Auti ustawia

Adaś nas nieźle poustawiał. Zresztą nie tylko nas. 
Chcąc uniknąć Adasiowych napadów złości przyjęliśmy taktykę "łagodnej konsekwencji" i "budowania ego" naszego synka. Pewnie nietrudno się domyślić, że chodzi o egzekwowanie nakazów i zakazów, bez okazywania negatywnych emocji (łatwo się pisze!!!) oraz chwalenie dobrze wykonanej "roboty" i ciągłe podkreślanie, jaki Adaś jest wyjątkowy, grzeczny, ładny i jak bardzo kochany.
Można oczywiście dyskutować z taką strategią w stosunku do 5-letniego Auti, zwłaszcza w zakresie podkreślania zalet Adasia. Na pierwszy rzut oka trochę to wygląda na ksztaltowanie małego egocentryka, czy wręcz narcyza. I pewnie trochę racji w tym jest, niemniej nic lepszego nie przychodzi nam do głowy, aby wykazać Adasiowi jak jest dla nas ważny.
On nam o tym nie powie, ale mamy wrażenie, że czuje się zagubiony w ciągle nowej sytuacji, kiedy nasza uwaga  skupia się w dużej mierze na Milence. Do tego siłą rzeczy Adaś słyszy, że tego czy tamtego nie wolno, żeby uważał na dzidziusia, żeby był ciszej itd.  Niestety, często sie nie da inaczej. Gdy sytuacja wymaga szybkiej reakcji, bo Adaś może przypadkiem zrobić krzywdę Milence, komunikat "nie wolno" jest automatyczny. Frustracje Adasia narastają, aż w końcu następuje wyładowanie emocji - czyli histeria, wyzwolona zwykle byle drobiazgiem.  Aby, więc  nie doprowadzać do tak skrajnych sytuacji, chwalimy naszego Autika przy każdej okazji, okazujemy mu nasze uczucia, podkreślamy jak ważny jest dla nas. Staramy sie kontrolować nawzajem, aby nie wybuchać gniewem, gdy Adaś po raz n-ty robi to czego nie powinien, nie czepiamy się drobiazgów, na wiele pozwalamy.
A co do naszego opanowania (raczej mojego...) nie zawsze nam (mi...) to wychodzi, niestety... I mam tak samo, jak pewnie większość rodziców postawionych w podobnej sytuacji. Gdy wybuchnę, zaraz żałuję i obiecuję sobie, że to ostatni raz...
Z dowartościowaniem Adasia podobnie rzeczy się mają w przedszkolu. Panie podchodzą do Adasia w bardzo opanowany i jednocześnie serdeczny sposób. Delikatnie uspakajają w trakcie napadów złości i podkreśląją jego osiagnięcia, a to, że ładnie ćwiczy, że zjadł obiad, że posprzątał zabawki.
Dziękujemy im za to ogromnie!
I tak właśnie trochę przy okazji, Adaś nas wszystkich poustawiał ;-)

poniedziałek, 7 marca 2011

Auti się złości

Huśtawka Adasiowych nastrojów nas dobija. Niestety ostatnio coraz częściej. 
Szybkość zwrotów na lini zadowolenie/złość w wykonaniu Adasia jest niesamowita. Powód, dla którego Adaś maksymalnie się wkurza jest zawsze ten sam. Coś się dzieje nie tak, jak Adaś sobie zaplanował. Klocki nie układają się jak należy, nie ma jedzenia, na które Adaś ma ochotę, zbyt długo trwa wychodzenie z domu, kończymy zabawę wbrew woli Adasia...
Długo by wymieniać. Napady złości przybierają na sile, zabawki fruwają pod sufit, Adaś krzyczy i uderza głową, szczypie i próbuje gryźć gdy staram się go uspokoić! Coś się pokręciło i to masywnie!
O ile nowe umiejętności, czy nowe słowa w Adasiowym "repertuarze" nastrajają optytymistycznie, to opisane zachowania dołują nas bardzo.
Teraz jak nigdy, autyzm praktycznie całkowicie ustawił nasze życie. Większość naszych działań, to unikanie sytuacji, które  przez Adasia mogłyby zostac negatywnie odebrane. A to ogranicza niemal całkowicie. Chcesz pójść do znajomych, nie da rady, bo Adaś znajdzie do zabawy coś, czym bawić się nie powinien, a spróbuj mu zabawkę-niezabawkę odebrać... Chcesz pójść na spacer, spróbuj nie pójść na stację lub pod most kolejowy, bo Adaś uwielbia pociągi... Chcesz wejść do sklepu, lepiej tego nie rób, bo Adaś koniecznie chce coś słodkiego, a spróbuj odmówić... Chcesz kupić nową zabawkę, dla Adasia właśnie, uważaj, bo w zabawce Adaś znajdzie coś (mechanizm/część/zastosowanie), co nie spełni jego oczekiwań...Obłęd!
Oczywiście staramy się coś robić, aby poprawić ten stan rzeczy. Stosujemy łagodny holding (przytrzymywanie Adasia w chwilach jego złości,  samemu nie gniewając się, starając się nie wyrażać negatywnych emocji, ale tez bez "słodkiego" tonu, pozwalajac po prostu, aby Adaś sam się wyciszył, za co jest nagradzany) i piktogramy z zakazami szczypania, gryzienia, uderzania głową. Niestety, na razie to co robimy, przynosi dość mierne efekty.
Psychiatra, z którą skonsultowaliśmy problem mówiła o okresie kilku miesięcy, aby skutecznie Adasia wyciszyć. Nie powiedziała tylko, jak te kilka miesięcy wytrzymać...


PS: Przeczytałem post "Daimonion" u Ojca Karmiącego. Poczułem się lepiej, dzięki! Polecam i  ten post, i całego bloga.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Rowerek

W minioną sobotę Adaś dosiadł rowerka i pojechał. Pojechał, tak jak się na rowerze jeździ, pedałując i kierując, świadomie wybierając trasę. Co w tym szczególnego, ktoś zapyta? A to, że pierwszy raz Adaś pokazał, że jeździć umie! Do tej pory wszelkie próby jazdy kończyły się fiaskiem. Adaś, owszem siedział na siodełku, trzymał kierownicę, machnął raz, dwa razy nogą i na tym koniec. Nie potrafił opanować ciągłej jazdy, a popychany w ogóle nie kręcił nogami. O kierowaniu, to w ogóle mogliśmy zapomnieć.

Tym razem było jednak inaczej. Rzecz miała miejsce w Decathlonie. Wpadliśmy tylko na moment, odebrać moje wysłużone narty z serwisu. Adaś, gdy wszedł do sklepu, chyba od razu miał  gotowy plan. Powiedział tylko "rower" i poszliśmy wgłąb sklepu. Na stoisku dla cyklistów Adaś wybrał pojazd. Oczywiście wybór dość oryginalny padł na malutki trójkołowy rowerek. Próbowałem Adasia zachęcić do innego pojazdu, takiego dwukołowego z bocznymi kóleczkami. Wypasionego, z dzwonkiem! Ale Adaś rzadko zmienia zdanie. Zasiadł na trójkołowcu i pojechał. Byłem w szoku patrząc jak mój synek, któremu każda nowa umiejętność  tak ciężko przychodzi, lawiruje między półkami, omija przeszkody i jedzie!!!
Na tym jednak nie koniec. Adaś bowiem, w dbałości o własne bezpieczeństwo podjechał do półki z kaskami (co prawda narciarskimi), wybrał RÓŻOWY  ("produkt niebieski"), założył, kazał sobie zapiąć pod brodą i tak wyposażony ruszył rowerkiem, przepraszam "bolidem", zaliczać kolejne okrążenia.

Patrząc na Adasia, pomimo jego wyboru specyficznego pojazdu i ekstrawaganckiego nakrycia głowy, czułem się naprawdę dumny i szczęśliwy!
Dobrze tylko, że nikt z obsługi lub ochrony nie zwrócił nam uwagi...

piątek, 18 lutego 2011

Szaleństwo domowej nudy

"W czasie deszczu dzieci się nudzą". I nie tylko gdy jest brzydka pogoda, ale także podczas przymusowej domowej kwarantanny.
Niestety, plany szybkiego powrotu Adasia do przedszkola spełzły na niczym. A to za sprawą epidemii ospy. Obawiając się, czy Adaś osłabiony chorobą, wyjałowiony antybiotykiem po leczeniu, nie przyniesie do domu "wiatrówki", zdecydowaliśmy na jeszcze jeden tydzień przerwy od zajeć w przedszkolu. Do tego dłuższe sapacery, tak skutecznie rozładowujace baterie niezwykle naergetyzowanego Auti, ze wzgledu na aurę również są niemożliwe. Efekt - znudzony Adaś dostaje w domu świra!
Poza wyjazdami na zajęcia terapeutyczne i domowymi ćwiczeniami, trudno jest go zmusić do jakiejkolwiek sensownej aktywności. A i praca z Adasiem w takim stanie jest utrudniona. Zabawki nie bawią, książeczki są nudne, propozycje wspólnej zabawy nie budzą zainteresowania, konieczność wykonania terapeutycznych ćwiczeń irytuje. Znów pojawiają się autostymulacje (dopiero pisałem, że zniknęły... Cóż autyzm to huśtawka..), bieganie bez sensu, wrzaski i ogromne zainteresowanie przedmiotami lub czynnościami potencjalnie dla Adasia niebezpiecznymi. Byle do poniedziałku! Adaś pójdzie w końcu do przedszkola i mamy nadzieję, że wszystko wróci do normy... Bo jak nie, to zwariujemy!

Dla rozładowania napięcia fotka z cyklu zabaw niebezpiecznych (kask to minimum zasad BHP):

czwartek, 10 lutego 2011

Choroba

Zaczęło się niewinnie od lekkiej gorączki i kaszlu, skończyło się na zapaleniu oskrzeli. "Tradycyjne" domowe sposoby (inhalacje i zbijanie gorączki) niewiele pomogły i konieczne stało się leczenie antybiotykiem.
W efekcie Adaś już 10 dni jest na "przedszkolnym L-4", a ze względu na duże osłabienie ma zawieszone zajęcia teraputyczne.
Choroba na szczęście, powoli ustępuje, a wraz z nią wraca Adasiowa energia. Procesowi powrotu do zdrowia towarzyszy dobry nastrój, któremu niewątpliwie sprzyja brak obowiązków i wymagań zwykle stawianych Adasiowi.
Adaś spędza czas beztrosko, a ewentualna domowa terapia to przede wszystkim zabawa. Trochę niepokoiła nas przymusowa przerwa w zwykle prowadzonych zajęciach. Zwłaszcza, że już na początku choroby Adaś znów  przypomniał sobie o autostymulacjach (metrówka jest idealna do tego celu), powróciły rozmowy z samym sobą, niestety w nieznanym języku (pewnie narzecze Auti) i to co wkurza nas najbardziej napady złości okraszone tłuczeniem głową. 


W tym kontekście, perspektywa długiej przerwy w terapii wyglądała wręcz przerażająco... A tymczasem nic złego się nie dzieje! Przeciwnie! Adaś wracając do zdrowia odrzucił autostymulacje (no prawie odrzucił, jeszcze zdarza mu się sięgnąć po wieszak), stał się jeszcze bardziej komunikatywny, mniej się złosci i nawet lepiej śpi (chociaż tutaj jest niezbędna osoba towarzysząca - z pewną dumą mogę stwierdzić, że tata jest coraz częściej wybierany! I dobrze, bo mamy bardziej potrzebuje Milenka). Podsumowując, to właściwie nic nowego, bo Auti zaskakuje i zaskakiwać będzie.
Relacje Adasia z Milenką można określić jako uwielbienie. Adaś jest siostrzyczką oczarowany. Ciepłe spojrzenie, przebywanie w jej towarzystwie, całuski, głaskanie i ogromny niepokój gdy Milenka płacze. Adaś się zakochał! Dla fanów tego frazesu - to jest  PRAWDZIWA MIŁOŚĆ :) 
Mało tego! Uczucia, które wzbudziła Milenka, Adaś przenosi na nas. Wczoraj nie zachęcany w żaden spsób, podszedł do mnie, objął za szyję i powiedział "koszam"...     

środa, 2 lutego 2011

Milenka

pojawiła się w naszym życiu, może nie nagle, bo już długo na nią czekaliśmy, niemniej z dużym impetem, wnosząc wiele radosci i zarazem niepokoju.
A Adaś? Cóż... Adaś wręcz zwariował na jej punkcie!
Pierwszego dnia gdy malutka przyjechała ze szpitala, Adaś zaciagnął wartę przy jej łóżeczku i nie odstępował ani na krok. Był zresztą wszędzie - przy karmieniu, kąpieli, przewijaniu. Reagował bardzo żywo na każdy płacz Milenki i koniecznie starał się  okazać jej swoje uczucia. Z tym ostatnim było trochę problemów, bo uczucia Adasia są niezwykle silne i tak też są okazywane. Nie chcąc tłumić tych jakże pozytywnych odruchów naszego synka, tłumaczyliśmy, że "dzidziu" nie wolno podszczypywać, zbyt mocno przytulać czy obcałowywać. Adaś był nieco zdziwiony naszymi uwagami, przecież on chciał jak najlepiej, ale nie miał wyjścia i przystał na "głasanie" i lekkie buziaczki.
Nie trzeba chyba specjalnie komentować, że takie zachowanie Adasia, brak obojętności lub złości na nowego członka rodziny bardzo nas ucieszył. Nasze pozytywne zaskoczenie sięgnęło szczytu, gdy Adaś sam z własnej woli, postanowił podzielić się z Milenką wodą ze szklanki i lizakiem. To społeczna relacja na najwyższym poziomie! 
Z upływem kolejnych dni fascynacja Adasia Milenką nie słabnie, ma może trochę mniej gwałtowny wymiar. Każdy dzień Adasia zaczyna sie sprawdzeniem, czy "dzidziu" jest w łóżeczku. Powroty ze spaceru, czy przedszkola to już nie tylko powroty "do dom" i "mamy", ale rownież do "dziudzia".



Z drugiej strony Adaś cały czas przypomina nam o sobie samym. Częściej niż zwykle nas woła, częściej chce być prztulany, a gdy jesteśmy wszyscy razem zajmuje najbardziej centralne miejsce, aby nasza uwaga musiała być skierowana na niego. Słowem, umie się chłopak ustawić! A poważniej, to bardzo dobre zachowanie, które oznacza, że nie jesteśmy mu obojętni i jak ważne jest dla niego poczucie, że jest przez nas kochany i wśród nas jest jego miejsce. Pewnie to oczywiste, co napisałem, przecież dzieci tak się zachowują, ale z Auti różnie bywa...
Przyzwyczaiłem się już do pisania o ciemnych stronach ważnych wydarzeń w życiu Adasia, które niosą zwykle wiele emocji, a z silnymi emocjami Adaś dość słabo sobie radzi. 
I tym razem jest podobnie. Oprócz pozytwnych zachowań, narastają również negatywne. Adaś znów, bedąc bardzo pobudzonym, źle znosi wszelkie zakazy, ograniczenia czy niepowodzenia. Znów codziennością stały się znane demonstracje niezadowolenia i napady złości. I znów reagujemy na nie możliwie spokojnie, obchodzimy się z Adasiem bardzo delikatnie, unikamy sytuacji prowadzących do jego frustracji. Tylko nie zawsze to wystarcza.

piątek, 7 stycznia 2011

Święta i Nowy Rok

Minęły święta, minęło żegnanie starego i witanie nowego roku, wiele w tym okresie wydarzylo się w życiu Adasia i siłą rzeczy w naszym.
Okres świateczny był tym razem bardzo wyjatkowy, inny niż zwykle. I nie mam na myśli czegos specjalnego w sensie obchodzenia świat w jakiś odmienny sposób lub w szczególnym miejscu. Swieta były bardzo tradycyjne, natomiast postepujacy rozwoj Adasia sprawił, ze stał sie on czynnym uczestnikiem Wigilii czy swiatecznych odwiedzin rodziny i znajomych.
I tak na przykład o ile w poprzednich latach Wigilie przeradzały sie w nieustanny dozor znudzonego Adasia, ktory swoja dezaprobatę dla wspolnej kolacji przejawial napadami zlosci, oryginalnymi (niebezpiecznymi) pomysłami i ciaglymi ucieczkami od stolu, o tyle teraz bylo zupelnie inaczej. Adas najpierw elegancko zjadl pierozki, a potem zajal sie prezentem (trafiony w 10 - nowy laptop). W przerwach wytezonej "pracy" na komputerku, Adas podchodzil do nas z zaproszeniem do wspolnej zabawy (szczegolnie upodobal sobie babcie). W efekcie, mielismy z jednej strony grzeczne dziecko, przejawiajace bardzo spoleczne zachowania (wspolna kolacja i wspolna zabawa). To bardzo wiele dla nas znaczy!


Niestety okres po swietach nabral juz nieco ciemniejszego odcienia. Adas "dzieki" naszej decyzji zanalazl sie w nowej/trudnej dla siebie sytuacji. W przedszkolu bowiem, ze wzgledu na niewielka liczbe dzieci , ktorych rodzice zadeklarowali udzial w zajeciach w tygodniu miedzy swietami a Sylwestrem, zlikwidowano standardowy podzial na grupy, tworzac dwie lub trzy grupy integrujace maluchy z calego przedszkola. I tak nasz Autik (tzn. Słoneczko) stał się tymczasowym Skrzatem. I nie bylo lekko...
Pierwszy dzien byl trudny. Adas nie przyzwyczajony do duzej grupy dzieci, halasujacych i interesujacych sie jego zabawa (czytaj psujacych jego zabawe), bardzo szybko wpadal w zlosc, ktora manifestowal uderzaniem glowa, rozrzucaniem zabawek i placzem. My tez popelnilismy blad, ze zamiast stopniowo wprowadzac Adasia w grupe, poprzestajac na 2-3-godzinnym pobycie, wyslalismy go na prawie "pelny etat". Mysle, ze negatywny odbior nowej sytuacji spotegowal rowniez, brak w tym pierwszym dniu pań przedszkolanek z Adasiowej grupy, ktore Adas zna i lubi.
No coz, trudno. Adas sie wymeczyl, opiekujace sie grupa panie rowniez, ale nastepnego dnia rano synek, zapytany gdzie jedzie - oswiadczyl: do przedszkola!
Tym razem tylko na trzy godziny, w towarzystwie pań Ady i Agnieszki. Od razu bylo lepiej.
Kolejne dwa dni Adas radzil sobie całkiem niezle (nawet byl chwalony za swoja pozytwna "przedszkolna" postawe), chociaz trudno bylo mowic o spolecznych relacjach z inymi dziecmi.
Ta rozwiajaca sie sielanka, zostala przerwana w Sylwestra. Adas "zalapal" sie na jakiegos wiruska, w efekcie którego pozegnal stary rok nudnosciami i goraczka. Nie przeszkodzilo mu to jednak wytrwac do polnocy i delektowac sie widokiem sztucznych ogni.


Niestety zmiany w rutynie codziennego dnia, wiele wrazen, a takze duze ilosci slodyczy, ktorych nie sposob bylo uniknac, spowodowaly u Adasia trudnosci z kontrola wlasnych emocji.
W pierwszym tygodniu nowego roku mielismy pelna game niepozadanych Adasiowych zachowan jak: forsowanie za wszelka cene swoich zachcianek, demonstracje zlosci, problemy ze snem...
Ze snem to w ogole dziwnie sie ostatnio uklada. Adas sam po kapieli idzie do lozka, bierze ksiazeczke lub swoj komputerek, oglada obrazki, czyta litery i cyfry, po czym z niewielka tylko pomoca mamy zasypia. Ktos powie: rewelacja! Tylko, ze Adas budzi sie okolo trzeciej nad ranem i juz nie spi... do siodmej. Wtedy zasypia, a zbudzony za 1,5 godziny bo czas jechac do przedszkola, buntuje sie na wszystkie mozliwe sposoby. Nie za bardzo wiemy jak sobie poradzic z tym problemem, bo na sześć nocy w tym tygodniu, tylko dwie mialy normalny ,"śpiący" przebieg. Mamy nadzieje, ze calkowita eliminacja slodyczy z diety Adasia i wyciszenie emocji swiateczno-noworocznych przyniesie oczekiwane rezultaty.
W tym "niegrzecznym" okresie pozytwnym zaskoczeniem jest duza chec Adasia do cwiczen edukacyjnych, i co wiecej umiejetnosci w ich wykonywaniu. Znajac jego ogolna niechec do tego typu zajec i aktualne humory, spodziewalismy sie dantejskich scen podczas codziennej realizacji programu edukacyjnego. A tu prosze, niespodzianka! Adas bardzo ladnie cwiczy!